Streszczenie

Wariograf ("wykrywacz kłamstw") to urządzenie rejestrujące zmiany procesów fizjologicznych (tętno, oddech, przewodnictwo skóry, ciśnienie) w trakcie odpowiedzi na pytania, na podstawie których operator ma wnioskować o "kłamstwie". W korpusie uczelni Stasi poświęcono mu osobną dysertację - i, co znamienne, NRD tę technikę zbadała, ale jej nie przyjęła. Ten przypadek jest pouczający właśnie przez odrzucenie: pokazuje, dlaczego "wykrywacz kłamstw" jest mitem, a metoda oparła się na profilowaniu człowieka przez człowieka, nie na maszynie.1

Jak wariograf ma działać - i dlaczego to nie działa

Zasada jest prosta: urządzenie mierzy pobudzenie autonomicznego układu nerwowego, a operator zakłada, że kłamstwo wywołuje większe pobudzenie niż prawda. Problem tkwi w tym założeniu:

Założenie Dlaczego jest błędne
"Kłamstwo = pobudzenie" pobudzenie wywołuje też strach, gniew, wstyd, samo badanie - nie tylko kłamstwo
"Prawda = spokój" osoba niewinna, ale przerażona, reaguje jak "winna"
"Reakcje są jednoznaczne" ten sam wykres można odczytać różnie; wynik zależy od operatora

Wariograf nie mierzy więc kłamstwa - mierzy pobudzenie, a jego "odczyt" jest interpretacją, nie pomiarem prawdy. Dlatego w większości systemów prawnych jego wyniki nie są dowodem.

Dlaczego NRD go odrzuciła

Dysertacja Stasi opisała wariograf rzeczowo (jako urządzenie rejestrujące procesy fizjologiczne, odpowiadające amerykańskiemu "wykrywaczowi kłamstw") i analizowała amerykańskie kwestionariusze personalne. Mimo to NRD nie wprowadziła tej techniki. Wniosek jest znamienny: aparat, który zbudował rozbudowaną psychologię pozyskania i rozpracowania, uznał, że profilowanie człowieka przez człowieka jest skuteczniejsze niż maszyna.

To odróżnia model wschodnioniemiecki od amerykańskiej fascynacji "obiektywnym" urządzeniem. Stasi postawiła na oficera prowadzącego, rozmowę kontaktową i psychogram - na relację i wiedzę o człowieku, nie na czujnik. "Wykrywaczem prawdy" był tu nie aparat, lecz sterowana rozmowa: legendowane rozpytanie (Ermittlung) i "wyciąganie" (Abschöpfung), w których człowiek sam oddaje wiedzę, nie wiedząc, że jest przesłuchiwany. To skuteczniejsze niż wariograf, bo nie budzi oporu ani świadomości bycia badanym. W kategoriach metody był to trafny wybór: prawdziwą "technologią" wojny psychologicznej był wyszkolony człowiek, nie aparat.

Wariograf a mit "obiektywnej prawdy"

Wariograf należy do tej samej rodziny co farmakologiczne "serum prawdy": obietnicy, że istnieje techniczny skrót do prawdy, omijający ludzki osąd. Obie obietnice są fałszywe z tego samego powodu - zakładają, że stan wewnętrzny człowieka (kłamstwo) da się jednoznacznie odczytać z zewnętrznego sygnału (pobudzenia, gadatliwości). W obu przypadkach realnym skutkiem nie jest prawda, lecz presja i pozór obiektywności, którym łatwo nadużyć.

To dlatego wariograf jest ważny nawet jako technika odrzucona: pokazuje granicę, przed którą staje każda "wojna psychologiczna" - że prawdy nie da się zmierzyć czujnikiem, a każda taka obietnica służy raczej wywieraniu nacisku niż poznaniu.

Znaczenie dla psychiatrii represyjnej

  • Wariograf mierzy pobudzenie, nie kłamstwo - jego "odczyt" jest interpretacją operatora, nie pomiarem prawdy.
  • NRD go zbadała i odrzuciła - uznając profilowanie człowieka przez człowieka za skuteczniejsze niż maszyna.
  • To odróżnia model relacyjny od maszynowego - prawdziwą technologią była wyszkolona kadra, nie czujnik.
  • Należy do mitu "technicznego skrótu do prawdy" - jak farmakologiczne serum prawdy, produkuje presję i pozór obiektywności, nie prawdę.