Streszczenie
Podczas argentyńskiej dyktatury wojskowej (1976-1983) i "brudnej wojny" przeciw domniemanym wywrotowcom aparat represji posłużył się nie tylko przemocą, ale i wiedzą psychologiczną. Sztandarowym miejscem stała się ESMA (Escuela de Mecánica de la Armada) w Buenos Aires - tajny ośrodek zatrzymań i tortur, przez który przeszło około 5 000 osób, w większości "zniknionych" (desaparecidos). Osobnym, potwornym wątkiem było odbieranie dzieci zamordowanym więźniom i przekazywanie ich rodzinom wojskowych.1,2
Argentyna należy do tej mapy z dwóch powodów: udziału psychologów i psychiatrów w systemie tortur oraz mechanizmu kradzieży dzieci, uderzająco podobnego do hiszpańskich niños robados.
ESMA: tortura jako system
ESMA nie była zwykłym więzieniem. Była zakładem, w którym łamano ludzi metodycznie: torturami elektrycznymi (picana), biciem, deprywacją, poniżeniem i psychicznym terrorem niepewności - ofiara nigdy nie wiedziała, czy zostanie zabita, czy "odzyskana". Część zatrzymanych mordowano w "lotach śmierci" (vuelos de la muerte), zrzucając z samolotów do oceanu ludzi odurzonych zastrzykiem pentotalu (tiopentalu), podawanym pod pozorem "szczepionki".1
Kluczowe dla tej strony jest to, że tortura była systemem z własną logiką psychologiczną, a nie chaotycznym okrucieństwem. Naprzemienne stosowanie bólu i "nadziei", niepewność losu, wymuszona współpraca - to techniki celowego łamania woli, pokrewne behawioralnym technikom przesłuchań. Niektórych więźniów poddawano długotrwałemu procesowi "rekuperacji" - psychologicznego "odzyskiwania" dla nowego porządku, co bywało formą łamania tożsamości analogiczną do reedukacji.
Udział profesji psychologicznej
Osobnym, trudnym wątkiem jest współudział części środowiska psychologicznego i medycznego. W ośrodkach zatrzymań obecni bywali lekarze - m.in. po to, by nadzorować stan torturowanych i decydować, ile jeszcze zniosą; oraz by asystować przy porodach uwięzionych kobiet. Wiedza o ludzkiej psychice bywała wykorzystywana do skuteczniejszego łamania, a nie do pomocy.1
To modelowy przykład odwrócenia roli profesji pomocowej: lekarz i psycholog, których zawód zobowiązuje do ochrony człowieka, zostają wprzęgnięci w aparat, który człowieka niszczy. Ten sam mechanizm - profesjonalista jako narzędzie represji - wraca w całej serii, od nazistowskich lekarzy T4 po psychiatrów apartheidu.
Kradzież dzieci
Najbardziej wstrząsającym elementem była systematyczna kradzież niemowląt. Ciężarne więźniarki utrzymywano przy życiu do porodu, po czym matki mordowano, a noworodki oddawano - często bezdzietnym rodzinom wojskowych i policjantów - fałszując ich tożsamość. Szacuje się, że w ten sposób skradziono około 500 dzieci.1,2
Cel był ideologiczny: dzieci "wywrotowców" miały zostać wychowane przez "porządne", lojalne wobec reżimu rodziny - by nie przejęły "skażenia" rodziców. To dokładnie ta sama logika, którą sformułował frankistowski Vallejo-Nájera: przekonanie, że dziecko odebrane "złej" rodzinie i osadzone we "właściwym" środowisku wyrośnie na innego człowieka. Przeciw tej praktyce powstał ruch Babć z Plaza de Mayo (Abuelas de Plaza de Mayo), które przez dekady odnajdywały skradzione, dorosłe już wnuki - m.in. dzięki genetyce.
Rozliczenie
Argentyna należy do nielicznych krajów, które przeprowadziły realne rozliczenie. Po powrocie demokracji odbył się historyczny proces junty (1985), a po uchyleniu ustaw amnestyjnych wznowiono setki procesów sprawców tortur i kradzieży dzieci. ESMA stała się miejscem pamięci. Mimo to wielu sprawców zmarło bezkarnie, a część skradzionych dzieci wciąż nie poznała swojej tożsamości.1
Znaczenie dla psychiatrii represyjnej
- ESMA pokazuje torturę jako system z logiką psychologiczną, a nie chaotyczne okrucieństwo - z celowym stosowaniem niepewności, nadziei i "rekuperacji".
- Współudział lekarzy i psychologów to modelowe odwrócenie roli profesji pomocowej w narzędzie represji.
- Kradzież dzieci powiela logikę frankistowskich niños robados: przekonanie, że tożsamość dziecka można przepisać, odbierając je "skażonej" rodzinie.
- Realne rozliczenie (proces junty, Babcie z Plaza de Mayo) czyni Argentynę rzadkim przykładem, że represję da się nazwać i osądzić.